Historia edukacji

Szkoły jezuickie w Poznaniu 1573-1653 wedle dyaryusza kolegium poznańskiego

Rewolucja kościelna XVI wieku, musiała oczywiście wycisnąć piętno na szkole. Postawiła też całkiem nowe zasady, nadała szkołom całkiem nowe piętno. W dydaktyce zostawiła czczy formalizm humanistycznyi, ale w pedagogice wywołała zupełny przewrót. Przede wszystkim pod względem wychowania religijnego musiała luterska zasada, swobodnego a dowolnego badania w rzeczach wiary, zabić dotychczasową pedagogikę, opartą na zasadach katolickiej wiary objawionej, a przez Kościół nauczanej. Co więcej, tzw. reformacja zadała cios śmiertelny dotychczasowemu systemowi szkolnemu przez zabór dóbr kościelnych i klasztornych, a wprowadziła w to miejsce trzy rzeczy nowe i nieznane, tj.: szkołę świecką, szkołę państwową i przymus szkolny.

Szkoła świecka powstała sama przez się, skoro t. zw. reformacja znosiła kapłaństwo. Predykantom wybieranym przez gminę, nikt nie chciał przyznać powagi duchownego stanu, a żaden nauczyciel nie chciał się poddać ich kierunkowi. Szkoła państwowa czy rządowa, w miejsce dotychczasowej szkoły kościelnej, powstała stąd, że książęta i rządy zabrali dobra biskupie, kościelne i klasztorne, pozamykali szkoły katedralne, klasztorne i parafialne, więc choć cząstkę jakąś na wychowanie publiczne łożyć im wypadało. Ale najlepszą tych nowych szkół krytyką jest właśnie trzecia nowość, tj. przymus szkolny, który sam Luter już doradzał (1530), dlatego, że nikt do szkoły nie chciał dzieci posyłać. Magistraty zaś musiały wydawać nauczycielom zakazy, żeby przy karaniu dzieci nie pozwalali sobie znęcania się nad nimi, przez: Tatzen, Schlappen, Maultaschen, Harrupfen, Ohrendrehen, Nasenschellen, Hinbatzenii.

Kościół katolicki, podejmując walkę z rewolucją kościelną, wiedział, na którym polu przede wszystkim rozgrywają się walki ducha. Dlatego sobór Trydencki wzywał biskupów i duchowieństwo, aby otoczyli troskliwą opieką szkoły parafialne i zakładali seminaria dla duchowieństwa. Nie było też odtąd prawie ani jednego synodu prowincjonalnego we Francji i w Niemczech, który by tego obowiązku nie przypomniałiii.

Jednakie w chwilach największej trwogi i niebezpieczeństwa grożącego Kościołowi, wybiera sobie Bóg małe na pozór narzędzia, którymi zwykle wielkich rzeczy dokonywa. Takim narzędziem w ręku Boga, był św. Ignacy Loyola.

Żołnierz z zawodu, tak mało uczony, że po łacinie wcale nie umiał i dopiero w 33 roku zaczął uczyć się gramatyki, ślubował Don Innigo Lopez de Recalda, zwany zwykle od rodzinnego zamku Loyola, w Manrezie służby swoje Bogu w tej chwili, gdy Luter przed sejmem Wormackim (1521), pod grozą rycerstwa, a mianowicie Franciszka von Sickingen, oświadczał publicznie, że z Kościołem zrywa. Przeciw uczonemu humaniście, głośnemu mówcy i profesorowi, który porywał słuchaczy swoich, a łatwością pióra zdumiewał współczesnych i potomnych: stawał szermierz, nie posiadający nic z tego wszystkiego, a jednak szermierz straszny i niebezpieczny, przez niesłychany dar organizacyjny, który objawił w założonym przez siebie Towarzystwie Jezusowym.

Św. Ignacy rozumiał dobrze, że przyszłość narodów zależy w przeważnej części od szkoły, że więc ten kto ma szkołę w ręku, na przyszłe pokolenia wpływ wywiera olbrzymi. Dlatego postawił swojemu Zgromadzeniu jako jedno z głównych zadań, wychowanie młodzieży. To też gdziekolwiek Jezuici dom założyli, tam zakładali zaraz szkołę , jeśli tylko środki na to pozwalały, a przyszłość wykazała, że szkoły to były tak doskonale, tak świetnie prowadzone, że nie tylko biskupi i książęta, ale cale narody pragnęły je zaprowadzać u siebie, że nie tylko katolicy, ale nawet protestanci posyłali do nich swoje dzieci. Dlatego też powiedział o tych szkołach Baco z Verulamu: „Co się tyczy pedagogiki, można by po prostu powiedzieć: bierz wzór ze szkół jezuickich, bo lepszych nie masz”iv.

Jak wał potężny, jak grobla granitowa stanął Zakon nowy przeciwko rozszalałej powodzi rewolucji kościelnej, odepchnął ją od stoków Alp aż ku wybrzeżom Niemieckiego morza; w znacznej zaś części przyczyniły się do tego jezuickie szkoły, i w tym leży ich wielkie znaczenie. Z tego też tylko punktu widzenia należy je oceniać.

W chwili, gdy Jezuici otwierali szkoły w Poznaniu (1573), nie mieli jeszcze jednolitego, gotowego planu, bo dopiero w szesnaście lat później wypracowało go 6-ciu członków Towarzystwa.

Ale i wtedy jeszcze wystawiono go na próbę tylko, aż po l0-ciu latach starannego badania ogłosił generał Zakonu, Klaudiusz Aquaviva († 1615), ostateczny plan nauk, czyli tzw. Ratio studiorum S. J. (1599).


i A. Stӧckl, Lehrbuch der Geschichte der Paedagogik. Mainz 1876. pag. 224-230.

ii Stӧckl, l. c. p. 219.

iii Stӧckl. l. c. p. 232-233.

iv De augmen. scientia 6, 4. Cfr. Stӧckl, 1. c. p. 242.

Źródło: „Szkoły jezuickie w Poznaniu 1573-1653 wedle dyaryusza kolegium poznańskiego opowiedział ks. Władysław Chotkowski“ 1893 [fragment], str. 9.

Obraz: Visions of Ignatius, 1617–18, Peter Paul Rubens