Charles Edouard Frère, Pomocne ręce - Wikimedia
Wychowanie katolickie

Dzieci trzeba, o ile tylko można, w domu trzymać

Pieniądze i majątek zamyka każdy rozsądny na klucz, aby złodziej ich nie zabrał. Kosztowniejsze nad wszystko złoto w świecie są dla rodziców nieśmiertelne dusze dzieci, a niebezpieczniejszymi, liczniejszymi i gwałtowniejszymi nad wszystkich złodziei, są nieprzyjaciele, którzy na te dusze czyhają. Dlatego Ojciec niebieski postawił przy dzieciach, które same są za słabe i niedoświadczone, aby się bronić mogły przed tymi nieprzyjaciółmi, dwóch widzialnych Aniołów Stróżów. Ojciec i matka mają dziecko, które przez wprowadzenie do religii chrześcijańskiej na drogę do nieba wprowadzić mają, w ciągłym nad nimi czuwaniu utrzymać na tej drodze i strzec, aby z niej nie zeszły. Dlatego powinni czuwać nad nimi, nad rozwojem ich dusz, ich skłonnościami i przytłumiać skłonności do grzechu i piekła. Trudno upatrywać zawsze w dziecku Anioła bez błędu, bo i dziecko narażone jest na pokusy. Dlatego trzeba czuwać zawsze nad dziećmi, ich zabawami, wspólnym obcowaniem, czuwać nad wszystkim, co jest w domu, bo wszystko na dzieci wpływ swój wywiera. Rodzice powinni dzieci jak najdłużej trzymać w domu.

1. I to małe i wielkie. Powód do tego jest jasny. Dopóki dzieci są pod okiem matki, wie ona, widzi i słyszy, co dziecko robi. Ilekroć całymi godzinami bawią poza domem, bez powodu, przyczyny, to już to jest błędem przeciw czujności. Bo któż ręczy matce, że dziecko słabe, niedoświadczone, lekkomyślne, jak jest w rzeczy samej, nie wpadnie w ręce wysłanników szatana, kiedy obecność matki ich nie przestrasza? Dom rodzinny jest przecież miejscem najlepszym, do którego dzieci duszą i ciałem przylegają. Na ulicy otwartej jest tylko proch i brud; piękne jabłko i dojrzałe winogrona nie rosną na ulicy, tylko w zamkniętych, pilnie strzeżonych i starannie uprawianych ogrodach. Takim ogrodem dla drzewek żyjących, które ci, matko, Bóg powierzył, jest ognisko domowe! Tam jest ziemia, tam atmosfera, w której dzieci wzrastają. Ale w tym domu trzeba utworzyć jakby koło czarowne dla dzieci, które je trzyma mocno i silnie. Jeżeli ojciec i matka sami nigdzie chętniej nie przebywają, jak wśród dzieci, natenczas i dzieci nigdzie nie będą się czuły szczęśliwszymi, jak przy rodzicach. O jakże to piękny widok przedstawia takie życie rodzinne Bogu, Aniołom i ludziom! To odblask życia Najświętszej Rodziny w Nazarecie! Wnijść w grono takiej rodziny, jaka to rozkosz! To tak piękne i tak niezbędne do szczęścia ziemskiego i wiecznego dzieci, że nie potrzebujemy się dziwić, iż nieprzyjaciel wielkiej Bożej rodziny na ziemi i każdej chrześcijańskiej rodziny wszystko porusza, aby wstrząsnąć ścianami rodzicielskiego ogniska i zburzyć je i zamienić w rumowisko i stos gruzów. A to tak często mu się udaje: szatan i jego zwolennicy rozrywają węzły rodzinne. Ojca mało w domu, dzieci małe do późnego wieczora po drogach, ulicach, doroślejsze na miejscach publicznych, zabawach w późną noc, a matka sama samiutka nieraz skulona w zimnej chacie czeka daremnie na powrót męża, córki, syna i nad kolebką małej dzieciny łzy leje, wspominając może, kiedy i to maleństwo dorósłszy od niej odbiegnie! Jak smutny nad wyraz obraz! A następstwa tego? Widać je dzisiaj w młodzieży niesfornej, niegrzecznej, hulaszczej, nie szanującej ojca ni matki, przeklinającej, przemawiającej po pogańsku, a chciwej zabaw i rozkoszy, w nich tonącej ze stratą obyczajności, cnoty. A wszystko stąd, że młodzież nasza na ulicy, nie w domu wzrasta. Bo to pewna, że połowa wychowania dokonana, jeżeli rodzicom się uda, dzieci, czy małe, czy wielkie, utrzymać zdała od życia ulicy, a zatrzymać je w domu.

I może niejedna matka powie: „Ależ to tak trudno!” To przyznaję. A jeżeli niejedni rodzice się uskarżają, że obecnie tak trudno jest dzieci wychować, to w tym wielka leży przyczyna, że dzieci dzisiaj zanadto do ulicy* są przyzwyczajone. Niejedna matka się skarży, że jej tak trudno wstrzymać syna, córkę od towarzystw i zabaw, że dzieci w takim razie się skarżą: „A przecież ci i te tam chodzą i rodzice nic na to nie mówią, a my tak w domu przesiadywać musimy!” Dzieciom takim to chyba wołać: „Unikajcie tego na później!” Ilu to dorosłych, zamężnych dzisiaj dziękuje rodzicom swoim, że w karności ich chowali, nie pozwalali na takie wycieczki i zabawy! Ilu znów takich, co się skarży na rodziców w grobie spoczywających, że byli zanadto pobłażliwi, że w domu ich strzec surowiej byli powinni! Klatka w ciągłym pokoju, zaopatrzona w żer i wodę, jest wprawdzie zaporą dla skrzydeł ptaka, ale ona go broni przed napaścią drapieżnych ptaków, przed zimnem i niepogodą, przed głodem i pragnieniem. Ściany i dach domu mogą być niewygodne, za ciasne i niskie dla młodzieży, ale one bronią ją przed niezliczonymi zbójami, a rodzicom ułatwiają straż nad dziećmi.

2. Więc trzeba dzieci trzymać w domu, strzec ich jak oka w głowie.

Jeżeli dzieci jeszcze są małe, potrzeba matce przede  wszystkim cierpliwości, kiedy cały dzień z tymi dziećmi uganiać się musi. Dzieci sprawiają przy zabawach swoich wiele hałasu, rozrzucają, łamią, psują wokoło. Ale czy dlatego wyganiać je z domu? Znoście to z cierpliwością. Bezpieczne wtenczas jesteście i pewne, że w waszych oczach nic nie zajdzie, co by było złem i niebezpiecznym. Ta cierpliwość ciągła będzie dla was źródłem niewyczerpanych zasług na wieczność. Krótkie westchnienia do Najsłodszego Serca Jezusowego, do Matki Boskiej dadzą wam siłę do pokonania niecierpliwości.

Zajmujcie dzieci lekkimi pracami domowymi, a przestaną hałasować. W domu, w kuchni znajdzie się zawsze jakaś praca i dla 7 — 8 letnich dzieci. Dzieci przy tym przyzwyczają się rychło do pracy, porządku, to wzmocni ciało i duszę, bo ciągła zabawa prowadzi do próżniactwa i budzi wstręt do pracy. Nawet i przy sługach trzeba dzieci pracą zajmować. Nawet w domu cesarskim musi każde dziecko uczyć się jakiegoś rzemiosła. Tylko człowiek pracy może się czci spodziewać. „Wielkiej złości nauczyło próżnowanie”, mówi Pismo św. (Ecclesi. 33, 29).

Szkoła pomaga także matce i podaje jej w rękę zajęcie dla dziecka. Po szkole wprawdzie może dziecko nieco wypocząć, nawet i kiedy dalszą drogę odbyło do domu, ale po wypoczynku powinno się znów na chwilę zająć książką, a potem czytać i pisać po polsku. Starsze dzieci powinny zająć się młodszymi, a tak dom cały na szkołę się zamieni. Matka powinna sama przekonywać się, czy dzieci chodzące na naukę do kościoła, nauczyły się wszystkiego, co ksiądz im zadał.

Co do dorosłych dzieci powinny matki tej złotej reguły się trzymać, że dzieci nigdzie wychodzić nie powinny bez pozwolenia rodzicielskiego i nie powiedziawszy, dokąd idą, a nadto wracać powinny do domu na naznaczoną godzinę. Jeżeli tego rodzice trzymać się nie będą, natenczas dom ich chyba dla dzieci będzie domem gościnnym, w którym jedzą i śpią, w którym złodzieje dusz i dusz zabójcy oknami wchodzą i wychodzą, jak im się podoba. A cała odpowiedzialność za zepsucie moralne dzieci, które stąd niezawodnie wypłynie, spadnie na sumienie rodzicielskie. Rodzice bowiem są przed Bogiem odpowiedzialni za wszystko, co dzieci czynią albo czego nie czynią, o ile mogli na to wpłynąć albo też powstrzymać. I nie ma tu żadnej wymówki, bo tu Sędzia, który wszystko widzi i przepatruje. Rodzice, którzy tych zasad wobec dorosłych swych dzieci przeprowadzić nie mogą, sami sobie winę tego przypisać muszą. Nie przyzwyczaili dzieci do tego, aby ich o wyraźne pozwolenie prosiły, aby się tłumaczyły, gdzie idą i kiedy wrócą, więc włóczą się, gdzie i kiedy im się podoba i uważają, że im to wolno.

Kto chce mieć dobre, posłuszne, grzeczne dzieci, ten musi je wychować, nauczyć tego. Czego się skorupka za młodu napije, tym na starość trąci, mówi słusznie stare przysłowie. Matka płacząca na dzieci krnąbne, niesforne, płacze w pokucie za niedobre ich wychowanie! Matka powinna też dom uprzyjemnić dzieciom i to wszystkim: i małym i wielkim. Powinna tych dzieci do domu przykuwać. Dom rodzinny jest świętością. Jeszcze dzisiaj cudem istnieje dom Najświętszej Rodziny z Nazaretu. Dom czysty, schludny, zgodny, spokojny, dostarczający nieraz godziwych rozrywek, swobodny i wesoły, z namaszczeniem religijnym, z modlitwą i pieśnią nabożną, z sercem miłości pełnym ojca i matki. Oto dom, do którego dziecko każde się przywiąże, i które świętym wspomnieniem będzie zawsze owiewane przez dzieci aż do końca. Matko, takim niech będzie dom twój, twoje ognisko, twoje gniazdko!

Źródło: Ks. Lic. Augustyn Jaskulski (Szambelan Papieski), O wychowaniu. Nauki dla matek chrześcijańskich, Poznań 1909, str. 282.

Pisownia została nieznacznie uwspółcześniona – red.

O wychowaniu
ks. Jaskulski

Polecamy Państwa uwadze Czytankę Pierwszą

Starannie dobrane teksty pochodzą z książek z przełomu XIX i XX wieku. Czytanka została wzbogacona licznymi ilustracjami i obrazami dawnych malarzy.

Czytanka Pierwsza