List prof. Józefa Szujskiego z odpowiedzią uczniom
Szanowni i kochani Panowie!
Dnia 19go marca pp. Fierich, Zawiliński, Ralski, Żuk Skarszewski wręczyli mi adres młodzieży uniwersyteckiej, następującej treści:
„Czcigodny Panie Profesorze! Nowy ściśle umiejętny kierunek, jaki dziejopisarstwo polskie w najnowszych czasach przyjęło, niemniej skrzętne staranie się około zebrania źródeł naszej historii, zawdzięczyć musimy po największej części utworzeniu katedry historii polskiej w naszym Uniwersytecie i Tobie czcigodny Mężu, który ją z takim pożytkiem dla kraju i nauki zajmujesz. Młodzież akademicka w Uniwersytecie Jagiellońskim, chcąc uczcić Twą dziesięcioletnią niezmordowaną działalność w naszej Wszechnicy i Twoje około piśmiennictwa polskiego i rozkwiecenia naszej przeszłości położone zasługi, jak niemniej Twe mozolne zabiegi około zebrania źródeł naszych dziejów, wyraża Ci za to w niniejszym adresie swą serdeczną wdzięczność”. (Następują podpisy)
Imieniem słuchaczów, uczęszczających na wykłady moje, wręczyli mi pp. Mikrot, Droba i Górski wieniec srebrny, przy czym p. Mikrot przemówił, jak następuje:
„Czcigodny Panie!
Przed chwilą pożegnało Cię grono serc gorących, które w imieniu całej młodzieży uniwersyteckiej złożyło Ci hołd serdecznej wdzięczności za trudy, jakie położyłeś około odbudowywania dziejów ojczystych. My stoimy przed Tobą, aby wyrazić Ci miłość tej części młodzieży, uczęszczającej na wykłady historii polskiej.
Szczęśliwymi nazwać się musimy, że Opatrzność dała nam Ciebie za przewodnika, aby nam wskazywał, jak mamy pojmować zawód nasz, do którego się sposobimy, byśmy godnie odpowiedzieli obowiązkom, jakie mamy względem nas samych i względem narodu naszego.
Głęboko czujemy, że życie Twoje pełne zasług za wzór nam służyć powinno. Ty, Czcigodny Panie, pojmujesz zawód Twój, jako ciężką służbę dla narodu, którego dziejów jesteś tłumaczem. Z miłością i gorącym sercem tak z katedry, jak i w seminariach historycznych wskazujesz nam drogi, po których postępując dojdziemy niezawodnie do prawdziwego poznania przeszłości naszej, niezmordowanie wtajemniczasz nas w źródła dziejowe, skarbnicę minionego życia narodu, nieustannie przestrzegasz nas, byśmy nie schodzili na drogi błędu i samolubstwa nawet w badaniu dziejów ojczystych, ciągle zachęcasz nas, byśmy mając wytężony wzrok w przeszłość, nie spuszczali z uwagi i przyszłości tego narodu, którego synami jesteśmy, zawsze jaśniejącą dla nas prawdziwym wzorem miłości ojczyzny, ucząc nas, że służba ojczyźnie, to twarda służba Bogu, bo służba w pracy i poświęceniu.
My uczniowie Twoi, Czcigodny Panie, głęboko rozumiemy szlachetne Twe usiłowania pod hasłem, które przewodniczyło Tobie w zasłużonym Twoim życiu, i my służyć chcemy ojczyźnie naszej, na jakimkolwiek Opatrzność postawi nas stanowisku, pod hasłem wielkim, świętym, bo bożym: Et veritas liberabit vos!” [Prawda cię wyzwoli!]
* * *
Spełniam miłą powinność, składając tak Młodzieży Uniwersytetu Jagiellońskiego, jak ściślejszemu kółku moich słuchaczy podziękowanie z głębi serca płynące, obieram zaś drogę ku temu, zwracając się do jednych i drugich listem otwartym, aby powtórzyć, co powiedziałem Obu deputacjom i podzielić się z myślami i uczuciami, które ten cenny dowód waszej przychylności we mnie obudził.
Niech mi będzie wolno wyznać naprzód, że te objawy uczuć Waszych, ściągnąć i odnieść muszę przede wszystkim do przedmiotu, który na Uniwersytecie Jagiellońskim wykładać mi przyszło. Jest to przedmiot najbliższy Waszych serc i myśli, przedmiot, o którym od dzieciństwa słyszeliście w domu rodziców, w kole rówieśników: bo to dzieje przeszłości narodu, do którego należycie, na którego godnych przedstawicieli kształcicie się w tej Alma mater Jagiellońskiej. I jak z najżywszą wdzięcznością powitanym było wprowadzenie tego przedmiotu na Uniwersytet tutejszy przez całe społeczeństwo nasze, tak utrzymywać się musiała stała dlań młodzieży sympatia, żywe nim zajęcie, świadcząc, jak nierozerwalnym jest węzeł, który przeszłość narodową z żyjącym wiąże pokoleniem.
Gdy też patrzę na krótką moją stosunkowo na katedrze historii polskiej pracę, na walkę, którą i z trudnościami przedmiotu i z wymaganiami zawodu staczać mi przyszło, gdy porównam rezultaty jej z rezultatami przedmiotów, dawnej cieszących się na Uniwersytecie naszym obywatelstwem, muszę intencję serc waszych podzielić, a uczynię to sercem radosnym, pewny i Waszej zgody. Muszę zachowując dla siebie tyle jeszcze, ile jako surowy sędzia dla siebie samego zachować mogę, powiedzieć, że spieszyliście do mnie, jako do profesora przedmiotu, najbliższego waszych uczuć i myśli, spieszyliście stwierdzić, jak szanowną i cenną dla was jest ta jedyna w świecie polskim i w kraju naszym mównica uniwersytecka, gdzie z całą wolnością profesorskiego słowa służyć można badaniu, roztrząsaniu, opowiadaniu dziejów naszego narodu.
Wyznałem też przed Wami, Panowie, że dzielę z Wami serdeczną miłość, głębokie poszanowanie tego naukowego stanowiska. Wyznałem, że żadne inne milszym i zaszczytniejszym w oczach moich być dla mnie nie może, starałem się zarazem wskazać, że nigdy nie byłem ślepym na jego wielkie trudności. Raz dla tego, że pomimo tylu i tak znakomitych prac na polu historii naszej, podjętych w najtrudniejszych warunkach i za pobudką najszlachetniejszych uczuć, wykład uniwersytecki całego obszaru historii polskiej, nie mógł się znaleźć wobec takiego ciągu gotowych źródeł i opracowań naukowych, jak inne, dawniejsze obywatelstwo posiadające przedmioty, wymagał zatem zdwojonych usiłowań, około przysporzenia tych źródeł, któreście pracy i inicjatywie mojej przypisać chcieli, a które ja wyjątkowo szczęśliwym okolicznościom i obudzonemu w tym kierunku coraz szerszemu ruchowi w przeważnej części przypisać muszę. Drugi raz dlatego, że wprowadzenie historii polskiej na katedrę uniwersytecką, właśnie z przyczyny, że ona jest i pozostanie najbliższą sercu społeczeństwa i młodzieży, że w codziennym życiu, w domu, w wychowaniu i nauce początkowej traktowaną być musiała przede wszystkim jako pobudka uczucia narodowego, jako edukacyjny czynnik, piętno swojskie na umysłach wyciskający, znaleźć się musiało wobec niewytrawnego domagania się, aby i tam tęż samą odgrywało rolę i wobec uroczystego upomnienia, którym brzmiał przybytek nauki: Tutaj nauka tylko zamieszkać może.
Ta druga droga, Szanowni Panowie, była jedynie wskazaną. Wskazaną była naturą instytucji, nowy a tak pożądany przedmiot wykładu przyjmującej pod warunkami, do których się wszystkie zastosować musiały; wskazaną była godnością przedmiotu, który trudami Naruszewiczów, Czackich, Lelewelów, Helclów i Szajnochów, ofiarnością prywatnych mecenasów, wydawców źródeł historycznych, zdobył sobie w ciężkiej społeczeństwa doli prawo obywatelstwa na europejskiej arenie naukowej, wskazaną była nareszcie względem na najstalszy i najwyższy pożytek, jaki osiągnąć się dał z publicznego słowa o dziejach narodowych. Nie rozwojem i exaltowaniem uczuć, ale kształceniem myśli, aby się z uczuciem i wolą w potężną ułożyła harmonią, nie tendencyjnym dostarczaniem faktów, ale przysporzeniem przedmiotowej wiedzy o faktach, nie dogmatycznym narzucaniem przekonań, ale pomocą w wyrobieniu własnych, trudnić się ma katedra uniwersytecka, ut viros producat consilii maturitate conspicuot, virtutum ornatibus redimitos ac diversarum facultatum eruditos, a słowa te zamierzchłej przeszłości, słowa króla, który najgruntowniejszym się okazał w budowaniu ojczystego społeczeństwa, jak wiodły przez wieki profesorów Almae matris tak mogły i musiały się stać drogowskazem dla tej katedry, której padło między innymi zadanie przedstawienia w świetle nauki czynów i myśli wielkiego, pierwotnego założyciela Uniwersytetu.
Z łaskawych a poważnych słów waszego adresu, z ciepłych ale pełnych grozy w pojmowaniu narodowych obowiązków wyrażeń p. Mikrota czerpię błogą otuchę, że obrawszy tę ostatnią drogę, postąpiłem nie tylko, jakem był powinien, ale także trafnie, pojmując intelektualną i moralną wartość młodzieży polskiej. Wykład obliczony chociażby najumiejętniej na łechtanie Waszej naturalnej miłości własnej narodowej, apologetycznie zwrócony jedynie przeciwko detraktorom naszym, wykład tendencyjnie nagięty ku jednemu lub drugiemu, choćby najmilszymi sercu naszemu imionami oświeconemu zapatrywaniu, jakie w porozbiorowych naszych dziejach z cierpień i natchnień naszych wyrosły; wykład wyjmujący nas spod praw badawczych nauki, sądzącej każde społeczeństwo wedle jednej i tejże samej miary praw doświadczenia historycznego; wykład urabiający dla nas prawo osobne, mistyczne, miłe sercu i wyobraźni, ale z rozumem badawczym niezgodne — wykład taki nie tylko stanąłby był w rażącej sprzeczności ze słowem przedmiotowym i ściśle umiejętnym, które z innych katedr Uniwersytetu słyszycie, a przez to samo stałby się rażącą dysharmonią wobec moich kolegów, ale i Wy sami panowie, prędzej lub później uczulibyście jego do nauki uniwersyteckiej nieprzystawanie, jego niedorastanie treścią i metodą treści wykładów innych, a to co w pierwszej chwili mogłoby się nawet podobać, nawet unosić i wrażenie sprawiać, mogłoby z czasem stać się ujmą dla przedmiotu, który kochacie i cenicie wysoko, szkodą dla was, którzy wchodzicie w Święty przybytek nauki z prawem do pobierania jej i pobudek do niej, a nie po wrażenia i wzruszenia, chociażby najszlachetniejszej natury, zużyciem w najkrótszym czasie profesora, który by z wyznawcy i reprezentanta postępu nauki zeszedł na niebezpieczną drogę igrania z waszymi uczuciami. Słowa, które usłyszałem od ucznia mego w imieniu Was: Et veritas tiberabit vos! słowa będące oddźwiękiem mego najwewnętrzniejszego przekonania o zadaniu naszym jako narodu, są też dla mnie niewypowiedzianej radości źródłem, bo są dowodem, że starszy od was, doczekałem się choć w małym kółku zgody młodszego pokolenia na jedno hasło, zgody, o którą zwyczajnie u nas tak trudno bywało. Słowa te nie tylko Świadczą o tym, że z prawdziwą i jedynie prawdziwą dumą narodową chcecie pełnego promieni Światła nauki badawczej dla przeszłości naszej i dla stosunków naszych dzisiejszych, chcecie mieć otworzoną drogę do zdobycia świadomości, do obrachunku wad i zalet narodowych bezwzględnego i surowego, jaki jedynie godności tak człowieka, jak narodu odpowiada; wskazują one nam, jak trafiać do waszych serc i umysłów: nie pochlebianiem waszej miłości własnej, nie ustępowaniem waszemu zapałowi, nie codzienną zdawkową monetą pieszczących ucho frazesów — ale pojmowaniem na serio tych, którzy jutro lub pojutrze już ponieść mają ciężar sprawy publicznej; prawdą i siłą przekonań, która pragnie wywołać tęż prawdę i siłę przekonań w życiu; szczerością i odwagą, które mają magnetyczny przymiot budzenia szczerości i odwagi.
Wielokrotnie i wielostronnie odzywano się u nas z obawą, Panowie, że bezwzględna, metodyczna krytyka naukowa, że wyznaczenie za pomocą jej miejsca, które nam się w rzędzie cywilizowanych narodów należy, zdeterminowanie umiejętne przyczyn naszego politycznego upadku, wskazanie naszych wad i niedostatków w tym koniecznym dostrojeniu każdego narodowego organizmu, mającego pretensję do życia: oddziała zgubnie na naszą wiarę narodową, na uczucia, na gotowość do ofiar dla imienia naszego. Płonne i małoduszne, choćby najlepszej wiary to obawy! Dość spojrzeć na dzieje nasze, aby ich nie podzielać. Dwoma korytami one płyną: dziejów politycznych i dziejów cywilizacji naszej. Można i obowiązkiem jest dotrzeć do ostatnich głębin tych pierwszych, aby się dowiedzieć, jaka jest przyczyna właściwa, wewnętrzna, z nas samych pochodząca, która je przeciąć pozwoliła. Jakąkolwiek wszakże goryczą napełniłyby serce, jakąkolwiek grozą przejęły sumienie, jakąkolwiek odpowiedzialnością obarczyłyby spadkobierców kataklizmu politycznego, pozostanie im zawsze w dziejach cywilizacji naszej, chociaż pojętej, jako najdalszy promień cywilizacji Zachodu, nieprzecenianej i niewynoszonej nad starszych narodów drużynę, bijąca prawda, żeśmy ten Zachód kilkaset mil ku Wschodowi posunęli, żeśmy skarbów jego bronili siłą ducha i siłą dłoni, cnotami i zdolnościami naszymi, a nawet wyrobem tego, co się dla nas samych okazało zabójczym, wyrobem zbytniej wolności. Nie! nietkniętym zostaje nasz ideał przeszłości, rozpowity z gazy poezji: społeczeństwo tylko w czasach pełnych grozy jak dzisiejsze winno dlań najsilniejszego pragnąć światła, aby go z oczu nie stracić, aby nie zapomnieć, gdzie jego istota: światła białego dnia prawdy… I dla tego raz jeszcze łączę się z słowy: Veritas liberabit vos! prawda w myśli i prawda w uczuciach, prawda w pracy naukowej i prawda w obrachunku z samym z sobą, prawda w pojmowaniu położenia narodowego i prawda w stosunkach między młodszym i starszym pokoleniem… bo wtedy tylko, służbą i dążeniem do prawdy, pokolenia nasze gotowymi będą na każdy Opatrzności Bożej dopust, na zniesienie i przetrwanie nieszczęść i na trudniejszą często próbę nadziei i szczęścia, wtedy tylko w całości pozostanie ideał i misja, bo znajdzie sztukmistrza, co go wcieli, świadomą wolę, co ją wykona.
Raz jeszcze serdeczne dzięki panom za dowód przywiązania Waszego dla katedry, którą zajmuję, i uznania dla pracy, którą na niej lub w koniecznym z nią związku podejmowałem. Nie powiem, że on będzie zachętą dla mnie do wytrwania w niej da Bóg, na przyszłość: i my profesorowie Uniwersytetu i wy, Panowie, uczniowie jego, nie potrzebujemy zachęty na drodze obowiązków. Ale będzie on dla mnie więcej, jak zachętą, będzie długotrwałym wspomnieniem jednej generacji uczniów naszej szkoły, która mi spod serca swego, z myśli swojej wyjęła to, co ja dla niej w sercu i myśli nosić nie przestałem, co śmiało i serdecznie stanęła przy dobrem, jakie we mnie znalazła.
W Krakowie d. 24 marca 1878 r.
Dr J. Szujski
Źródło: Józef Szujski List prof. Józefa Szujskiego z odpowiedzią uczniom, 1878.
Obraz: Jan Matejko Portret Józefa Szujskiego.


